• Bartosz Osiadlo

Zakład, który można tylko wygrać

Aktualizacja: 20 kwi 2020

Będąc wywołany w jednej z dyskusji do tablicy, postanowiłem, że dla potomnych odpowiem na nurtujące pytanie pt. "jak zadowolić Polaka?". Otóż, podczas wielu lat rozmów z potencjalnymi klientami o ubezpieczeniach na życie, zaskakiwała mnie jedna kwestia. Klient nie pytał o jakość ubezpieczenia, o wyłączenia, zakres i tym podobne. Klient Zapominał również o celu zawieranej umowy - tym, że ma ona zabezpieczyć przede wszystkim byt jego rodzinie w przypadku gdyby mu się zmarło. Klient pytał o zupełnie inną rzecz.

- A co jeśli dożyję?


Do dziś jedyna odpowiedź, która nasuwa mi się w takiej chwili to:

- Proszę Pana, no to chyba dobrze prawda? - No niby tak, ale co z tymi wszystkimi pieniędzmi?


Myślę sobie, że warto zaadresować tą sprawę. Polacy podczas rozmów o ubezpieczeniach (w sumie, jak wynika z ogólnych badań, nie tylko Polacy, ale generalnie - ludzie) absolutnie nie zakładają, że to ubezpieczenie im się przyda. Człowiek subiektywnie zaniża prawdopodobieństwo wystąpienia złego zdarzenia w jego własnym przypadku. Zrozumiałe jest więc, że ze względu na to Klienci często mogą rozważać sprawę ubezpieczenia, jako niepotrzebnie wydane pieniądze - bo nic mu się przecież nie przydarzy.


35-cio latek, zawierający polisę na życie, dożywa wieku 55-60-65 lat i dalej żyje

Czy kwota wydana na składki musi faktycznie przepadać? Czy ubezpieczenie na życie było naprawdę złą decyzją? Dla osób tak myślących, odpowiadam "NIEkoniecznie". Rynek pozwala zawrzeć umowę ubezpieczenia na życie (wypłacającą określoną kwotę w przypadku śmierci) na dwa sposoby:

  1. terminowo

  2. bezterminowo.

O zaletach i wadach obu tych rozwiązań nie będzie w tym artykule. Opiszę natomiast mechanizm nietracenia pieniędzy.

Posłużmy się najpierw pewną alegorią. Ubezpieczenie można zrozumieć, jeżeli przyrówna się je do zakładu. Tak jak zakładamy się ze znajomym o to kto więcej karpii zje podczas wigilii, tak tutaj zakładamy się z Towarzystwem Ubezpieczeniowym czy umrzemy czy nie. Zakład wygram jeśli umrę (czyli "ONI zapłacą MNIE"). Zakład przegram jeśli nie umrę (czyli "JA zapłacę IM"). Proste?


Ubezpieczenie terminowe

Ubezpieczenie terminowe to ubezpieczenie zawierane od daty A, na przykład 15 grudnia 2018 roku, do daty B, na przykład 15 grudnia 2038 roku. Czas trwania ochrony (w tym przypadku równe 20 lat) jest jasno określony w polisie. W takiej formie ubezpieczenia, umowa dokonuje się (rozwiązuje się) w 3 przypadkach:


  • ubezpieczony umiera - klient wygrywa zakład, towarzystwo przegrało i musi wyskoczyć z pieniędzy. Umowa się zamyka.

  • ubezpieczony przestaje opłacać składki, jeszcze za życia, w trakcie trwania umowy - ubezpieczyciel ma prawo wypowiedzieć umowę ze względu na brak płatności.

  • ubezpieczony dożywa - ubezpieczyciel wygrywa zakład, dostał składki. Wszyscy w zdrowiu podają sobie ręce. Umowa się zamyka.

Oprócz powyższych zdarza się, że różni ubezpieczyciele stosują jeszcze dodatkowe warianty, ale dla uproszczenia, na razie o nich nie piszę.


Ubezpieczenie bezterminowe

Ubezpieczenie bezterminowe to ubezpieczenie zawierane od daty A na przykład jak wyżej, do końca życia ubezpieczonego. Czas trwania ochrony jest określony w polisie najczęściej słowem "bezterminowo", lub "dożywotnio". Tutaj umowa dokonuje się w 2 przypadkach:

  • ubezpieczony umiera - jak wyżej, wygrywa zakład, towarzystwo płaci, koniec umowy.

  • ubezpieczony przestaje opłacać składki i/lub rezygnuje z umowy. Umowa się zamyka - zakład wygrywa... no właśnie tu zależy to wszystko od konstrukcji polisy i kiedy to się stanie.

Fajnie by było, gdyby zakład dało się wygrać zawsze.

Czyli - jeśli umrę, rodzina dostaje kasę, a jeśli nie umrę, ja dostaję zwrot tego co zapłaciłem.

Da się!


Rynek proponuje rozwiązania, które pozwalają klientowi wygrać zakład ZAWSZE. Nieważne czy umrze (wtedy to dość wątpliwa wygrana - wiem), czy dożyje. W polisie widnieje to często jako właśnie “suma ubezpieczenia z tytułu dożycia”. Jest to odpowiedź dla klienta, który ocenia, że wypada mieć ochronę, ale nie wierzy, że ona się przyda :)


Jakże wspaniałomyślny, nasz wrodzony ludzki altruizm każe zapytać

a jak temu ubezpieczycielowi się to opłaca? (w domyśle - czy nie ma tam jakiegoś haczyka, lub z której strony jestem robiony w jajo?!)


Ano opłaca się, nie są to nowatorskie produkty, oferowane od niedawna. Takie ubezpieczenia już jakiś czas istnieją i są dobrze policzone. Nie wchodząc w technikalia aktuariuszy (tych gości, którzy siedzą w równaniach matematycznych i liczą te wszystkie tajemnicze współczynniki, tabelki i im podobne), pewna część składki jest tu przeznaczona do odłożenia się na poczet przyszłego zwrotu, a pozostała część jest przeznaczona jest na ryzyko śmierci. Jak rynek długi i szeroki, tak opcji tego zwrotu jest dużo. W zależności od firmy ubezpieczeniowej składka jest mniejsza lub większa, podobnie jak kwota do wypłaty, co sprawia, że często takie umowy mają dla moich klientów również charakter oszczędnościowy.


Posłużmy się paroma bardzo uśrednionymi przykładami. Zakładam klienta w wieku 35 lat, który po rozmowie ze mną wywnioskował, że potrzebuje ochrony na 400 000 złotych, trwającej przynajmniej do 65 roku życia, na przykład po to, żeby po jego śmierci żonę (z dzieckiem, lub bez) było stać na 5 lat życia po ok 7000 nieopodatkowanych złotych miesięcznie.


  1. Klient zawiera polisę terminową na 400 000 zł w przypadku śmierci. Opłaca składkę około 240 zł miesięcznie. Umowa trwa przez 30 lat. Klient nie indeksuje składki, dożywając wieku 65 lat. Wydając na ubezpieczenie niecałe 90 000 złotych, podaje sobie z ubezpieczycielem ręce i rozchodzą się w pokoju.

  2. Klient zawiera polisę terminową na 400 000 zł na życie i dożycie. Składka kosztuje około 1000 zł miesięcznie. Umowa trwa przez 30 lat. Klient nie indeksuje składki, dożywając wieku 65 lat. Wydając na ubezpieczenie około 360 000 zł, otrzymuje 400 000 zł z tytułu dożycia do końca umowy. Podaje sobie z ubezpieczycielem ręce i rozchodzą się w pokoju.

  3. Klient zawiera polisę bezterminową na 400 000 zł na życie. W tym wariancie może kształtować wysokość składki, w zależności od tego jaki zwrot na końcu chce uzyskać. Klient decyduje się na składkę w kwocie 400 złotych miesięcznie. Klient nie indeksuje i dożywa 65 roku życia. Wydając na ubezpieczenie 144 000 złotych, w 65 roku życia, może zamknąć ubezpieczenie i dostać gotówkę z wykupu polisy w przedziale 40 - 100 000 złotych, albo kontynuować umowę, tak długo jak będzie chciał. Jeśli dołoży do składki 200 zł, prawdopodobnie zwróci mu się cały koszt ochrony, czyli wtedy około 210 000 zł.

  4. Case numer 4 opiszę w innym artykule, w którym przykładowy Klient zawiera polisę dożywotnią na 400 000 zł na życie, za składkę w kwocie około 1320 zł, którą opłaca nie dłużej, niż 35 lat. Może wydawać się na pierwszy rzut oka drogo, ale rozłożę to na czynniki pierwsze.

Tabela zawiera zestawienie powyższych, w przypadku pkt.3. została przyjęta wartość w ½ przedziału:



Podsumowując moje krótkie rozważania

Jeżeli klientowi wydanie pieniędzy na ubezpieczenie życia wydaje się bez sensu, bo i tak nie umrze, odpowiadam:

Drogi Kliencie, możemy tak to poskładać, że jeśli nie umrzesz, zwrócimy Ci pieniądze.


Czy wiesz, że mam też kanał na YouTube?

Kliknij tu i zapoznaj się z materiałami, które tam dla Ciebie przygotowałem.



#dożycie #życiedożycie #endowment #ubezpieczenie #gwarancja

59 wyświetlenia0 komentarz

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie